Troszkę obrazkowo

 

Ostatnie zmagania

Tak to zaniedbałem się w prowadzeniu mojego bloga. Ostatnie dwa miesiące nie należały dla mnie do najłatwiejszych. Pora sucha, aż do dzisiaj dawała się wszystkim we znaki. Słońce dosłownie paliło, a wiatrak w moim pokoju bił jedynie gorącym powietrzem z rozgrzanej blachy dachu. Po takim dniu człowiek jest padnięty i myśli, co zrobić, aby chociaż na chwilkę zasnąć. Tak to wpadłem na genialny sposób, aby pościel zamaczać w wodzie i łóżko postawić pod wiatrakiem. Oczywiście pościel była sucha po 15 minutach, ale chwila wytchnienia była, co dało mi szansę na zaśnięcie. Więc polecam, sprawdza się 😉

Te ostatnie dwa miesiące były dla mnie wyjątkowe, ponieważ byłem sam na misji. Obowiązków dużo, a nie było, z kim się nimi podzielić. Tak to kaplice, katechiści, grupy parafialne, projekty stały się jeszcze bardziej częścią mojego życia, którym poświęcałem każdą minutę. Jak już może pisałem wcześniej misja jest bardzo wymagająca – czasami mam do rozwiązania problem za problemem, bójki, wyzwiska, konflikty, biedni, głodni, to nam ktoś z dzieci z nożem przyszedł na spotkanie i groził innemu, drugiemu zwracam uwagę, a ten także i mi zaczyna grozić; (mam w głowie zawsze jednego z naszych ojców, który pracuje w Południowym Sudanie, który z uśmiechem mówi: „ten rok był wyjątkowo spokojny, pobito mnie tylko dwa razy”) – no ja jeszcze takich sytuacji nie miałem. Tak to miałem spotkanie za spotkaniem, aby nasza parafia stawała się coraz lepsza. Co prawda jeszcze nam daleko, ale pierwsze owoce są.

 

Ostatnie wizyty

Miesiąc temu pojechałem odwiedzić nasze kaplice, te najbardziej oddalone od Yirol. Anuol i Mageng są oddalone o 2 godziny jazdy samochodem, jednak można do nich się dostać tylko podczas pory suchej. Ponad 6 miesięcy ludzie są odcięci od świata, w tym szkoły.

Aby troszkę pomóc tym szkołom, dzięki pomocy organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie udało mi się zakupić żywność i troszkę im pomóc. Obecnie w Anuol jest ponad 300 uczniów, a w Mageng ponad 100. Dwa tygodnie temu udało mi się je odwiedzić i naprawdę miło jest zobaczyć jak dzieci z uśmiechem na twarzy czekają w kolejce na swoją porcję. Obecnie zaczynają się dwa najtrudniejsze miesiące – tj. miesiące głodu.

 Jednak oprócz standardowej wizyty w kaplicy i szkole postanowiłem, że chcę odwiedzić „obóz dla bydła” (cattle camp). Jest to jedno z miejsc, które według mnie jest miejscem opuszczonym i miejscem, które najbardziej przynosi konflikty. Zawsze takie odwiedziny są ryzykowne, ponieważ w każdej chwili obóz może być zaatakowany. Kradzieże bydła są codziennością, przy czym giną ludzie.

Rozmyślając nad tym, co jest najważniejsze w naszym życiu, zaciekawiło mnie zachowanie ludzi po moim przyjeździe. Porobiłem kilka zdjęć w obozie, potem poszedłem na zewnątrz i usiadłem pod drzewem. W pewnym momencie zaczęli podchodzić do mnie mężczyźni, każdy prowadząc ze sobą dorodnego byka. Wszyscy chcieli zdjęcie. Po chwili ustawiła się taka kolejka, że dwie godziny stałem i robiłem zdjęcia.

Obóz jest ogromny. Setki krów, ludzie, całe rodziny koczujące naokoło obozu. Młodzież z karabinami pilnujący obozu i patrolujący teren. Ludzie nie umieją czytać ani pisać, przemieszczają się razem z krowami z jednego pastwiska na kolejne – w poszukiwaniu wody i trawy. Oddają całe swoje dzieciństwo, czas i życie dla krów. Większość tych ludzi to, co zna w swoim życiu są tylko krowy i obóz. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejna noc. Tydzień po mojej wizycie obóz, w którym byłem został zaatakowany, jednak nie wiem ile krów zostało skradzionych i ile ludzi zginęło.

Msza w Szkołach

Po moim powrocie rozpoczęliśmy przygotowania do Mszy, które chcieliśmy odprawić w naszych trzech szkołach podstawowych. Tydzień wcześniej odprawiliśmy Mszę w Szpitalu, gdzie dołączyły do nas kościoły protestanckie z ich chórami i liderami (Pentecostal-Zielonoświątkowy i ECS). Podczas Mszy, chóry śpiewały na zmianę, a my mogliśmy poczuć jedność w modlitwie za tych, którzy cierpią i potrzebują naszej modlitwy.

Szkoły przygotowały się wzorowo. Byłem zaskoczony jak nauczyciele utrzymali te małe przeszkadzajki w spokoju – w szkole, która liczy 1.300 uczniów. Eucharystia była dla nas okazją, aby zaprosić dzieci i młodzież na katechumenat (kurs przygotowujący do chrztu) i do naszych grup, jak chór czy alleluja dancers.

Był to dla nas mały sukces, ponieważ po Mszach w szkole, udało nam się stworzyć 4 grupy alleluja dancers i jeden dodatkowy chór. Więcej dzieci, więcej pracy z nimi, ale to na chwałę Pana Boga. W czasie świąt przyniosły nam wszystkim bardzo dużo radości.

Święta Wielkanocne

Święta Wielkanocne były dla nas bardzo wyjątkowe. Wszystkie nasze grupy parafialne starały się przygotować najlepiej jak potrafią. Codzienne próby, przygotowania, tańce i śpiewy. Było to wyjątkowe Triduum, ponieważ pierwszy raz w wielki czwartek i piątek uczestniczyły nasze grupy – wcześniej kościół świecił pustkami.

Wielka Sobota przyciągnęła większe tłumy. Zawsze Msza w nocy jest dla ludzi atrakcyjna. Dla mnie była to wyjątkowa Msza, ponieważ miałem dodatkowo 33 chrzty. Niedziela Wielkanocna zgromadziła jeszcze większe tłumy, wraz z gubernatorem na czele. Kościół stał się za mały. Nasza Szkółka Niedzielna zgromadziła ponad 300 dzieci.

Świętowanie naszych grup

W poniedziałek nie obyło się bez zabaw, tańców i jedzenia. Dzieci musiały poczuć, że jest święto, że mogą przyjść, pobawić się, spędzić miło czas i porządnie zjeść. Było przeciąganie liny (aż lina pękła), było picie napojów gazowanych na czas, tańce wokół krzeseł w rytm muzyki itp.

Święta, święta i po świętach

Obecnie próbuje utworzyć pewną strukturę Parafii, wraz z opisem prac, które powinny wykonywać każda z grup – rozpoczynając od Rady Parafialnej, Sprawiedliwość i pokój do naszych grup młodzieżowych, dziecięcych, Szkółki Niedzielnej i Planu Pastoralnego. Jest to duży projekt, który powinien pomóc wszystkim naszym grupom współpracować lepiej unikając niepotrzebnych konfliktów.

 

Pora deszczowa rozpoczęta

Od kilku dni zaczęliśmy porę deszczową. Już kilka razy popadało i zrobiło się dużo lepiej. Ludzie zaczynają teraz myśleć o swoich polach. Jedni dni spędzają z haczką w ręku inni używają byków i pługa. To, co ludzie naokoło sadzą to orzeszki ziemne, milet (rodzaj kaszy) i sorgo.

Tak to pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Powoli się szykuję do wyjazdu do Polski na 2 miesięczne wakacje. Wylot Dżuba-Warszawa 1 lipiec.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusVisit Us On YoutubeCheck Our Feed