Wyzwania w Yirol

Zapasy i taniec

Nowy początek

Rozpoczynając moją nową przygodę z misjami, chciałbym podzielić się z wami kilkoma pierwszymi wrażeniami. Przez ostatnie dni nie wiedziałem, o czym pisać, bo wszystko jest nowe i jeszcze nie do końca znane.  Pierwsze dni w nowym miejscu zawsze powinny być tylko obserwacją, będąc otwartym na każde doświadczenie i na to, co pan Bóg dla nas przygotował. Jest to zawsze ważny czas, aby jak najlepiej wejść w otoczenie, w nowy język, w kontakt z ludźmi i w nową pracę.

Żyjąc jeszcze między plemieniem nuer, bardzo często słyszałem opowiadania o plemieniu dinka, które jest pełne przemocy, nienawiści, którzy nie respektują nikogo, a wszystko rozwiązują bójkami...

Read More

Nikt nie cierpi pożegnań

Odprawa i wylot

Tak jak już pisałem w moich ostatnich wpisach, zdrowie mi od stycznia nie dopisuje. Za każdym razem, jak tylko wybieram się na wioski, moja wątroba protestuje i mówi mi w bolesny sposób, wracaj. Jedni pocieszają, że będzie lepiej, inni radzą zmianę placówki misyjnej. Znalazłem się w ciężkiej sytuacji, która pokrzyżowała wszystkie moje plany i przyszłość mojej pracy w Old Fangak.

Prawdą jest, że tutaj czy w innym miejscu – wszędzie jest misja, jednak ciężko opuszcza się miejsce, w którym żyło się prawie dwa lata. Ileż pracy włożyłem w naukę języka nuer i jaką radość mi on zaczął przynosić, kiedy zacząłem się porozumiewać z ludźmi...

Read More

Wiele się wydarzyło

Powrót do zajęć

To już dwa miesiące, od kiedy wróciłem z Dżuby do Old Fangak. Pierwsze tygodnie od razu dały o sobie znać nawałem pracy. Pierwszy miesiąc zajął mi na konstrukcję toalet. Była to pierwsza próba, aby do konstrukcji wykorzystać plastikowe zbiorniki na wodę. Trochę niewygodne, bo 3 metry szerokie i dwa wysokie, ale każdy próbuje skonstruować coś, co się nie zawali i będzie służyło. Aby toalety nie stały bezpośrednio na plastikowych zbiornikach musiałem skonstruować metalową konstrukcję z podłogą i kabiną – ale było spawania. Nie chcę się jednak rozpisywać o kiblach. A więc kończę, jeszcze stoją, szkoła i grupy korzystają, więc coś jest. Następnie postanowiliśmy oddzielić płotem parafię od domu parafialnego...

Read More

To tu, to tam

Tak jak to było ustalane wcześniej, święta Wielkanocne miałem spędzić w Phom (New Fangak). Jeszcze krótka podróż do Wanglel na 2 dni (30km) i oczekiwanie na łódź. Plecak przygotowany tylko łodzi jeszcze nie ma. Jak ktoś lubi mieć wszystko na czas, to niestety nie jest to miejsce dla niego. Odpłynie, może jutro, może pojutrze, a może popojutrze. Rano dowiedziałem się, że łódź ma wypłynąć. Po godzinie przyszła do mojego domu Nyador, córka Teresy, która jest bardzo aktywna w naszym kościele. Po chwili, powiedziała – płyniemy razem. Zdziwiło mnie to, że mając 10 lat, płynie sama do Phom, aby odwiedzić swoją chorą siostrę. Łódź się opóźnia, a tu trzeba coś zjeść. Zabrałem Nyador na market i kupiliśmy sobie walwal, sorgo z zsiadłym mlekiem...

Read More

Czas wziąć się do roboty

Jak by nie było, przyszedł czas, aby wracać na misje i nadrabiać straty.

Jednak ostatni miesiąc nie był miesiącem odpoczynku, ponieważ zastępowałem naszego brata w Dżubie i miałem na sobie administrację naszej prowincji. Jednak dzięki temu poznałem jeszcze bardziej stolicę i odkryłem nowe miejsca na nasze kolejne zakupy. Także, jako nowe państwo poznałem miejsce, które nie ma ładu ani składu. Aby załadować łódź musieliśmy wynająć ochronę z policji, aby wojsko się nie doczepiało. Za niewielką opłatą zamiast czekać na prawo jazdy ponad tydzień dostałem je w dwa dni nie wychodząc z domu. Na ulicach nie ma żadnych reguł, a policja jak zatrzyma to poprosi pieniądze na jedzenie...

Read More

W poszukiwaniu sił (refleksja)

Z postulantami którzy pochodzą z Południowego Sudanu – Nairobi (Kenia)

Jak kazali odpoczywać, leżeć i lepiej jeść, postanowiłem że od razu się wezmę do roboty – i się położyłem. Chłodny pokój, wygodne łóżeczko i jadłospis dużo lepszy od naszego w Old Fangak. Leżę dalej. Ponieważ nie należę do osób, które w jednym miejscu wysiedzą, to i po tych dwóch tygodniach także i takie życie zaczęło mnie męczyć. Oczywiście jakby ktoś mnie zapytał czy już mogę wrócić do Old Fangak, na pewno byłbym już na lotnisku. Jednak ucząc się na błędach innych misjonarzy wciąż słucham starszych, czekam i ubieram się w cierpliwość...

Read More

Wypisany

Chciałbym Wam wszystkim podziękować za wasze modlitwy i pamięć. Pan Bóg naprawdę zadziałał i obyło się bez leków i większych problemów. Ponieważ nie wykryto nic innego jak żółtaczka, co i tak jest dziwne w moim przypadku bo byłem szczepiony przed wyjazdem, jednak coś było.

Podano mi ponad pięć litrów kroplówek, glukozę i witaminy. Dzisiaj zostałem wypisany ze szpitala i jestem w naszym domu w Nairobi. Muszę jeszcze pozostać z tydzień zanim moje żółte oczy nie znikną 😉 Potem jeszcze jedna wizyta u lekarza i powinienem być gotowy na powrót do Dżuby. Choć mówią, że wątroba musi mieć ze 2 miesiące żeby się odbudować...

Read More

Początek nowego roku.

Przyjęty do szpitala w Kenii. Nairobi Hospital.

Mam nadzieję że szybko mnie tu wskrzeszą.

Read More

Radosne Boże Narodzenie i bolesny Nowy Rok

Na samym początku otrzymajcie ode mnie najserdeczniejsze życzenia Bożonarodzeniowe i Noworoczne. Życzę Wam Dużo Błogosławieństw i radości z każdej przeżytej chwili. Niech ten Nowy rok będzie dla Was rokiem rosnącej wiary i dzielenia się nią z innymi, którzy ją zatracili.

Dla mnie ten rok jak na razie zaczął się nie za ciekawie i boleśnie. Ale zacznijmy od początku.

Dotrzeć na miejsce

Miałem wyruszyć tydzień wcześniej, ale poprzez planowanie wykopania studni na terenie naszej parafii i omówienia wszystkiego z NGO Alaska, musiałem trochę zmienić moje plany. Jednak 5go grudnia byłem już w drodze. Miałem trochę szczęścia, ponieważ akurat jedno z NGO poruszało się w tamtą stronę łodzią motorową...

Read More

Święto Komboniego i odwiedziny wiosek

Czego to się nie robi dla głoszenia Ewangelii

Pranie porobione, rzeczy spakowane, latarka i baterie naładowane – chyba wszystko jest. Moment przed dłuższą podróżą zawsze jest stresujący – oby czy na pewno wszystko zabrałem, jaka będzie droga i czy nie wyzionę ducha w połowie.

Jeszcze przed podróżą popatrzyłem na mapę gdzie idziemy, a GPS pokazał 45km. Dodatkowo wciąż trwają deszcze i jest mokro i wilgotno. Najgorszy czas to ten, kiedy nasz termometr pokazuje 31 stopni i wilgotność 94%. Z każdego się leje, a mój współbrat zmienia koszulkę, co godzinę. Moje wszystkie ubrania musiałem popakować w worki próżniowe, bo niektóre spodnie porobiły się białe od grzyba. Ubranie pozostawione na noc, rano jest ciężkie i wilgotne, nic nie schnie. Wciąż otoczeni jesteśmy wodą...

Read More
Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusVisit Us On YoutubeCheck Our Feed